Moje małżeństwo nie bylo zle. Bardzo się kochaliśmy i wspieraliśmy. Broniłam go zawsze, a on mnie. Bardzo chcieliśmy mieć dzieci, tu było pod górkę. Ja byłam dobra zona, On dobrym mężem. Ja czekałam na niego z ciepłym obiadem, nie zawsze z uśmiechem na twarzy, bo humorki mialam różne, On tak myślałam dużo pracuje, często wracał do domu z kwiatami. Tylko my rozumieliśmy teksty dirty dancing się zachciało, hat, czy na bagnach najlepiej. Dlatego nie rozumiem dlaczego po tym wszystkim co nas łączyło ten sam człowiek chcial Cię oddac na narzady, a jak ty leżysz i po cichu umierasz, to On sprowadza kochanke do domu. Jakim czlowiekiem trzeba być, by do domu, gdzie już jest żałoba, bo umiera ukochana corka, siostra, matka spotykać się z kochanką. Człowiek, dla którego beż wahania oddałabyś nerkę okazalo sie, ze on Twoja by sprzedał...
brakujący element
Dzisiaj obudzilam się rano i uświadomiłam sobie, że zapomniałam o jednym. P poszedł ze mną po powrocie ze szpitala do lekarza genetyka. Co dało mu podstawę ku temu, by sprzedawać bajki o mojej chorobie genetycznej. Po rozstaniu byłam u innego lekarza genetyka, który wystawił mi zaświadczenie,że na podstawie wykonanych badań nie można stwierdzić choroby genetycznej. I kto tu oszukuje? Ja się niczego teraz nie boję, bo naprawdę na wszystko mam dowody. Nie jestem gołosłowna. Ten wpis, to tylko kropka nad i. Najzwyczajniej w świecie o tym zapomniałam. Miałam już do tego nie wracać ale skoro tyle lat życia musiałam nieść ten ciężar, to teraz mogę go zrzucić pisząc o tym. To jest niewielka ale bardzo istotna informacja.