Wczoraj dzieci wróciły do domu po weekendzie z P. Tylko umocniłam się w przekonaniu, że warto było kroczyć tą drogą by teraz być tu gdzie jesteśmy. Dzieci byly już wykapanego, zbliżała się pora snu. Ania poprosiła mnie, zeby podrapać ją po plecach. Jasne, powiedziałam. Los chciał, że stuknęłam się ręka o jej łóżko. Ania zapytała, czy ręka mnie boli. Mówię do niej, że nie. Nie ma co przezywac, stało się i już. Ania pyta, która to ręka. Pokazuję jej, a co dostaje w zamian? Buziaka w rękę, zeby nie bolało i słowa kocham Cię najbardziej na świecie. Warto było to wszystko znieść. Gdyby trzeba było zrobić to wszystko raz jeszcze wytrzymałabym byle by żyć. Dla nich.
brakujący element
Dzisiaj obudzilam się rano i uświadomiłam sobie, że zapomniałam o jednym. P poszedł ze mną po powrocie ze szpitala do lekarza genetyka. Co dało mu podstawę ku temu, by sprzedawać bajki o mojej chorobie genetycznej. Po rozstaniu byłam u innego lekarza genetyka, który wystawił mi zaświadczenie,że na podstawie wykonanych badań nie można stwierdzić choroby genetycznej. I kto tu oszukuje? Ja się niczego teraz nie boję, bo naprawdę na wszystko mam dowody. Nie jestem gołosłowna. Ten wpis, to tylko kropka nad i. Najzwyczajniej w świecie o tym zapomniałam. Miałam już do tego nie wracać ale skoro tyle lat życia musiałam nieść ten ciężar, to teraz mogę go zrzucić pisząc o tym. To jest niewielka ale bardzo istotna informacja.